28 gru 2016

epílogo

Violeta


*październik, 2015r*

- Kochanie, wiesz jak bardzo chciałbym do ciebie przyjechać, ale trener powiedział, że ma do mnie sprawę, poza tym, muszę załatwić parę spraw. Nie gniewaj się, proszę.
Leżałam na łóżku, przy uchu trzymałam telefon i słuchałam, jak Sergio tłumaczy się, czemu nie może mnie odwiedzić. Było mi smutno, nie widzieliśmy się prawie miesiąc. A to treningi, mecze, jakieś spotkania. Albo to ja nie mam czasu, bo praca, rodzina, nie zostawię sama Paco, ktoś musi z nim zostać, ale nie ma kto. Jak któreś mogło się spotkać, to drugie nie dało rady. I tak już któryś weekend z rzędu.
- Nie gniewam. Po prostu jest mi przykro, że znowu się nie zobaczymy. Ile to już, miesiąc? Tęsknię Sergio, chciałabym cię już przytulić i pocałować. – mówiłam przyciszonym głosem, ale byłam pewna, że słyszy. Westchnął do słuchawki.
- To ty przyleć za tydzień. W piątek mam mecz, resztę weekendu mam wolną. Moglibyśmy go razem spędzić. ­– odparł coraz to zmysłowym głosem. Zaśmiałam się cicho.
- Zobaczę, czy Maite da radę zostać z Paco. Jeśli tak, to spodziewaj się mnie rano w sobotę. I przygotuj się, że szybko cię nie wypuszczę nigdzie. Musimy nadrobić te dni spędzone osobno. To może być bardzo przyjemny weekend.
- A założysz tą cudną, kwiatową sukienkę? – spytał. Przygryzłam wargę, przypominając sobie, co ostatnio się działo, kiedy ją miałam na sobie. W skrócie: to był cudowny wieczór.
- Myślę, że dałoby się to załatwić. – powiedziałam, a w odpowiedzi usłyszałam ciche „tak!”. Pokręciłam głową niedowierzając w tego człowieka.
- To ja chyba sam zadzwonię do Maite i jakoś ją przekupię. Może Alvaro z nią zostanie, o! – snuł plany, jak mnie przekonać do przyjazdu. Zaczęłam się śmiać.
- Jesteś niemożliwy. – w tej chwili ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi. – Muszę kończyć. Planuj dalej, może ci się uda. Kocham cię, pa!
- Ja ciebie też, Viola. ­
Rozłączyłam się, rzuciłam telefonem na łóżko i poszłam zobaczyć, kogo tam niesie. Ten ktoś nie mógł się doczekać, aż otworzę, b zadzwonił jeszcze raz. Paco wyszedł z salonu zaciekawiony całą tą sytuacją. Tylko pokazałam mu, żeby siedział spokojnie, co też uczynił. Otworzyłam zamek, a drzwi same się otworzyły. W sensie ten ktoś je otworzył, a tym kimś jak zwykle była Maite.  Wywróciłam oczami, widząc ją. Ale coś mi w niej nie pasowało.
Była ubrana w czarną sukienkę, na nogach miała szpilki, wymalowała się jakby szła wyrywać facetów, do tego ten szeroki uśmiech… ona coś knuła. Widziałam to w jej oczach, które za bardzo się świeciły.
- Viola, mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia! – klasnęła energicznie w dłonie. Aż Paco się wystraszył i się podniósł. Zamknęłam drzwi, oparłam się o nie krzyżując ręce i czekałam na więcej informacji. Wyglądałam przy niej jak jakiś biedak. – Idziemy na kolację! A potem na jakąś imprezę, muszę się wyszaleć.
- A Alvaro? – zapytałam. Wywróciła oczy słysząc jego imię.
- Nie mogę spędzać z nim każdej wolnej chwili, w końcu bym z nim zwariowała. Wiesz, co ostatnio wymyślił? Opowiem ci, jak będziesz się przygotowywać. No już! – popchnęła mnie w stronę mojego pokoju. Posadziła przed lustrem, dotknęła moich włosów i tylko się skrzywiła. – Masz, wyprostuj je. – podała mi prostownicę i zaczęła mi nawijać, jak to Alvaro stwierdził, że muszą jechać do jego rodziców, bo jego mama się źle czuje. Nie wspomniałam, że Maite i mama Alvaro nie za bardzo się lubią. Nie wiem nawet czemu, nie obchodziło mnie to.
Po ogarnięciu włosów i twarzy, nadszedł czas na wybranie stroju. Chciałam iść w spodniach i koszuli, ale Maite uparła się, że skoro już ona ubrała sukienkę, to i ja muszę. I nawet by mi to nie przeszkadzało, gdybym sama mogła ją wybrać. Ale nie, ona musi. I takim oto sposobem stałam przed lustrem w mojej kwiecistej sukience, która prawie kiedyś została potargana przez Sergio, czerwonych obcasach i zastanawiałam się, po co to robię.
- Wyglądasz cudnie. Bierz torebkę, pożegnaj się z Paco i idziemy. – pociągnęła mnie za rękę, zdążyłam jedynie schować telefon do torebki. Podała mi płaszcz, szybko go założyłam. W ogóle wszystko się szybko działo, za szybko.
- Pa słońce, bądź grzeczny. – puściłam całusa do mojego pieska. Zamerdał ogonem szczęśliwy. Kuzynka słysząc to, wywróciła oczami. Zamknęłam drzwi na klucz, schowałam je i byłam gotowa na fajny wieczór.
*
- Maite, a w ogóle, to czemu tu przyszłyśmy?
Usiadłam przy stole naprawdę dobrej restauracji. To wszystko wydawało mi się mega dziwne i zupełnie niepodobne do mojej kuzynki. W dodatku cały wieczór się jakoś dziwnie uśmiechała i patrzyła w telefon, jakby czegoś wyczekiwała. Wzięłam do ręki kartę i zaczęłam szukać jakiegoś dania. Przyszedł kelner, złożyłyśmy nasze zamówienia.
Wtedy ktoś napisał do Maite wiadomość. Szybko ją odczytała, uśmiech nadal nie schodził jej z twarzy. Przyglądałam jej się cały czas. Wyglądała, jakby była na niezłym haju.
- Viola, przepraszam, ale Alvaro coś ode mnie chce i muszę do niego zadzwonić. Zaraz wracam. – odparła biorąc torebkę. Pokiwałam głową, przecież mógł rzeczywiście ją o to poprosić.
Patrzyłam po sali ciekawa, bawiłam się widelcem i piłam wodę, czekając aż wróci. Miałam już do niej pisać, że gdzie jest.
Jednak poczułam, jak ktoś zasłania mi ręką oczy. Na początku się przestraszyłam, kto normalny by tak robił? Myślałam, że to Maite jakoś obeszła lokal na około i chciała mnie wystraszyć, ale kiedy usłyszałam ciche „zgadnij, kto to?”, już wiedziałam, że to nie ona.
- Sergio? Co ty tu robisz? – nawet nie ukrywałam zdziwienia, bo było ono ogromne. Stał przede mną, ubrany bardzo elegancko, a w ręce trzymał bukiet czerwonych róż. Patrzyłam na niego zaskoczona, chociaż nie wiem czym bardziej. Czy tym, że jednak tutaj jest, a może tym, że kupił mi kwiaty.
Usiadł na miejscu Maite, trzymając mnie za rękę. Wciąż patrzył mi w oczy, nie przestawał, odkąd go zobaczyłam. Uśmiechał się, widząc, jaka nieporadna jestem.
- Czyli ty… uknułeś to wszystko z Maite! – wtedy to wszystko zrozumiałam. To jej ożywienie, tą sukienkę, makijaż, restaurację. Kiedy to powiedziałam, przyszedł mi SMS od niej.
Miłej randki, buziaki!
Pokręciłam głową, widząc treść tego.  Sergio zaczął się cicho śmiać, wziąć nie puszczając mojej dłoni. Jednak kiedy to zrobił, to sięgnął nią do kieszeni swojej marynarki. Widząc, co z niej wyciągnął, zabrakło mi tchu. Dosłownie, nie mogłam złapać powietrza. Przyłożyłam dłoń do ust, nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Zachciało mi się płakać, kiedy ukląkł na jednym kolenie przede mną. W jednej ręce trzymał czerwone pudełeczko, w drugiej moją rękę.
- Viola, wiem, że nie zawsze było kolorowo, nie zawsze mieliśmy czas na spotkania, zdarzały się nam kłótnie i tygodnie rozłąki. Nieraz mieliśmy chwile słabości, myśli, żeby wszystko to skończyć, bo mieszkamy w różnych częściach kraju. Były ciche dni i dni pełne śmiechu, radości. Daliśmy radę dwa lata będąc w zupełnie innych miejscach, czemu nie mielibyśmy wytrzymać reszty życia, ale już wspólnie? – czułam, jak oczy zachodzą mi łzami. – Dlatego chciałem zadać ci pytanie. Violeto, czy wyjdziesz za mnie?
Odpowiedź jest chyba jasna, prawda?

Maite


*31 grudzień 2014r.*

Ostatni dzień roku. To miał być piękny dzień.
Miał być.
Rano Vazquez zadzwonił do mnie o szóstej (może podkreślę O SZÓSTEJ RANO), bo się obudził i stwierdził, że za mną tęskni, więc zadzwoni i życzy mi miłego dnia. Kocham tą jego romantyczność, jest naprawdę słodki, ale czasem mam ochotę rzucić w niego siekierą, bo mnie tym denerwuję. Nie, żebym nie doceniała jego starań. Broń Boże! Tylko… momentami jest za słodki. Zwłaszcza, kiedy dzwoni do mnie w środku nocy, żeby w czasie rozmowy zasnąć. I normalnie mi to nie przeszkadza. Ale wtedy przeszkodziło, bo poprzedniego dnia wróciłam późno do domu i poszłam spać dopiero po drugiej. Trochę się na niego powkurzałam, on na mnie też w sumie.
Ostatnio jest to naszą codziennością.
Mam wrażenie, że przechodzimy mały kryzys. Mały, wielki kryzys. Nawet nie wiem od czego to się zaczęło. Nie dogadujemy się najlepiej. Chociaż można powiedzieć, że w ogóle się nie dogadujemy. Nie mieszkamy razem (jak tak teraz myślę, to na całe szczęście, bo bym wykitowała z nim prędzej czy później), ale i tak przeszkadza mu, że bardzo często wracam wieczorami z uczelni czy od rodziców. Zazwyczaj mówi mi, że chciałby spędzić ze mną trochę czasu, kiedy ja go niestety nie mam.  Sam nie jest lepszy. Jeździ na te swoje mecze, codziennie ma treningi, też bardzo często nie może znaleźć chwili na telefon do mnie. Cieszę się, że robi to co kocha, ale myślałam, że mnie też kocha, nie tylko piłkę nożną, bo ja go koc…
Właśnie.

*
- Maite?
Usłyszałam za sobą. Stałam przy blacie w kuchni, krojąc warzywa na sałatkę, kiedy silne ręce oplotły moją talię przyciągając do siebie. Oparł głowę na moim ramieniu i cicho mruczał mi do ucha. Uśmiechnęłam się lekko nie przerywając mojej czynności. Nic nie mówił, po prostu patrzył na deskę do krojenia i moje ruchy nożem. Zaczął nami kołysać na boki, coraz to szybciej, przez co musiałam przytrzymać się blatu, a tym samym zostawiając niepokrojone warzywa.
- Alvarito. – przymknęłam oczy. Odwrócił mnie do siebie. Widziałam, jak uśmieszek wkrada się na jego usta. Nie wiedziałam co chodzi mu głowie i, jak mam być szczera, nawet nie chciałam wiedzieć. Jego myśli i wyobraźnia nie znają granic, czasem boję się myśleć, co mu siedzi w głowie, bo wiem, że albo się zezłoszczę, albo zastanawiać się nad jego mądrością. A raczej jej brakiem. – Ogarnąłeś już w salonie?
- Mmm, zaraz. – mruknął, przytulając się do mnie. Co go nagle wzięło na czułości?
- Mamy jeszcze dużo do zrobienia. Musze dokończyć sałatkę, przygotować kanapki, jakieś napoje, inne dodatki i w ogó…
- Zrymowało ci się. Kanapki – dodatki. – zaśmiał się jak dziecko. Wywróciłam oczami, nie zwracając większej uwagi, na jego stwierdzenie.
- Jak już mówiłam, ale mi przerwałeś. – posłałam mu gniewne spojrzenie, na co tylko zrobił smutniejszą minę. – Muszę się jeszcze ogarnąć, znaleźć odpowiedni strój. Alvaro, jest Sylwester. Przychodzą do nas znajomi, trzeba się jakoś pokazać.
- Do mnie, kochani. To jest moje mieszkanie, tak pragnę przypomnieć. Więc, jako właściciel tego oto lokum, mówię, że nie trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać. Wystarczą chipsy, jakieś ciastka, soki, szampan i inne wysoko lub tez nie alkoholowe trunki. – na koniec uśmiechnął się szeroko, myśląc pewnie, że jest to genialny pomysł i na pewno się na to zgodzę.
- Racja, to jest twoje mieszkanie, ale kto tu lepiej się zna na planowaniu imprez? Alvaro, zaufaj mi. I idź ogarnąć salon, bo nie będzie fajerwerków w nocy. – odwróciłam się, na koniec puszczając mu oczko i lekko zagryzając dolną wargę. Wróciłam do przygotowywania składników.
Usłyszałam jedynie ciche westchnięcie, po tym zawrócił i poszedł do salonu, by ogarnąć cały syf. A przynajmniej tak mi się zdawało. Zmieniłam zdanie, kiedy doszedł do mnie dźwięk rozbijanego szkła. Odłożyłam wszystko na deskę i prędko obiegłam na miejsce, skąd dochodziły te odgłosy. Stanęłam w miejscu, kiedy zauważyłam kawałki lustra na podłodze, a obok stojącego Vazqueza. Drapał się po karku i chyba nie wiedział, co dokładnie się stało. Oj, sama chciałabym to wiedzieć.
Podparłam się pod boki, popatrzyłam na niego i czekałam na wyjaśnienia. Jednak jego mina mówiła „Przepraszam, kochanie. To był wypadek. Nie bądź zła.”
- Ups? – uniósł ręce do góry uśmiechając się krzywo. Jedynie rzuciłam w niego ścierką i wróciłam do kuchni. Niech sam to posprząta. A przesąd? Głupia rzecz, kto by  takie coś wierzył…

*
Wszyscy mieli przyjść najpóźniej do godziny dwudziestej pierwszej, jednak znaleźli się i tacy, jak na przykład Morata i Isco, którzy przyszli niewiele przed dwudziestą drugą. Ale jak mogłam się złościć na kogoś, kto przyniósł dodatkowy szampan i wino? To drugie wypiję jutro.
Impreza trwała, a ja cieszyłam się, że nic złego się nie dzieje. Może trochę przestraszyłam się, kiedy Alvaro rozbił lustro, ale zaraz mi przeszło, bo to tylko przesąd, prawda? Nie musi się nic spełniać. Goście bawili się dobrze, sama nie narzekałam na brak rozrywki. Jedyne czego mi brakowało, to obecności Vazqueza. Oczywiście, miałam przy sobie Violę czy Anette, ale to nie to samo, co Alvaro. Patrzyłam co chwila, jak rozmawia i śmieje się z kumplami. Niby nie powinno mi to przeszkadzać, ale był Sylwester i myślałam, że będzie to przełomowy dzień, kiedy zaczniemy naprawiać nasz związek.
Było po dwudziestej trzeciej, kiedy Alvaro nadal mnie olewał, ale mało tego, przysiadła się do niego jedna z moich koleżanek i wyraźnie z nim flirtowała! Otworzyłam szerzej oczy, kiedy zobaczyłam, jak wypycha cycki przed nim i uśmiecha się zalotnie. Prychnęłam, bo wiedziałam, że mój chłopak się na to nie złapie. Jednak zamarłam, kiedy przejechał dłonią, po jej ramieniu. Ale nie tak normalnie, kiedy kogoś pociesza czy coś, ale jakby namawiał ją do nie wiadomo czego! Szepnęła mu coś na ucho, a ten się zaśmiał jedynie.
Nie mogłam uwierzyć, że flirtował w jakąś dziewczyną, będąc w tym samym pomieszczeniu, co ja. Wiedziałam, że nam się nie układa, ale nie sądziłam, że na tyle, żeby mógł interesować się innymi. To moja wina, powinnam była poświęcać mu więcej czasu. Wtedy każdy by był szczęśliwy.
Powiedziałam dziewczynom, że muszę coś sprawdzić, na co kiwnęły głową i wróciły do rozmowy o nowym filmie z Ashtonem Kutcherem. Poszłam prosto do łazienki, czując, że zaraz się popłacze. Po drodze wpadłam na Moratę, trzymającego szklankę z drinkiem.
- A gdzie się piękna pani wybiera? Impreza jest tutaj! – wskazał na pokój, gdzie było pełno ludzi. Przymknęłam oczy biorąc głęboki wdech, po czym popatrzyłam na niego. – Wszystko w porządku? – zapytał.
Patrzyłam jeszcze na niego chwilę, kiedy to stwierdziłam, że Morata jest strasznie pociągający. Przeraziło mnie to, dlatego pokręciłam głową i szybko pobiegłam pod drzwi łazienki. Niestety chłopak ruszył za mną i w ostatniej chwili złapał mnie za łokieć i przeszkodził w wejściu do toalety.
- Maite? Co jest? – uniosłam na niego wzrok. Widać było, że się martwił. Uśmiechnęłam się lekko i już miałam powiedzieć, kiedy…
- Chodźmy do łazienki, nikogo nie powinno tam być.
Spojrzałam przed siebie. Mój Alvaro szedł z zaczepioną do jego ramienia dziewczyną i śmiał się do jej ucha. Jednak ona się zatrzymała, kiedy zobaczyła mnie. Jej mina natychmiast zrzedła, a Vazquez zapytał, co się stało. Ona nie odpowiedziała, tylko odwróciła wzrok. Natomiast on się odwrócił. Nigdy nie zapomnę jego twarzy, kiedy mnie zauważył.
Natomiast w chwili, gdy powiedział do tej dziewczyny „chodźmy do łazienki”, moje serce się rozpadło i wiedziałam, że… tego nie da się naprawić. Wszystko co budowaliśmy przez ponad rok, runęło w jednym momencie.
- Alvarito… - powiedziałam ze łzami w oczach. Zaczął się do mnie zbliżać, cicho szeptając moje imię, ale ja odsuwałam się, aż natrafiłam na ścianę. Wtedy nie miałam już gdzie uciec. Jednak na jego drodze stanął drugi Alvaro.
- Stary, myślę, że powinieneś odpuścić. – odparł, a mi łzy zaczęły spływać po policzkach.
- Ale to moja dziewczyna! Chcę się wyt… - zaczął. Otarłam policzki, po czym stanęłam przed nim.
- Już nie. – odparłam cicho i odwróciłam się na pięcie, biorąc płaszcz z wieszaka. Szybko go ubrałam i wyszłam z hukiem z mieszkania. Vazquez za mną nawet nie pobiegł, nie próbował mnie zatrzymać. Zabolało jeszcze bardziej.
- Maite, zaczekaj! – usłyszałam jednak głos Moraty. Wybiegłam przed budynek, kucnęłam i zaczęłam płakać w dłonie. Szybko poczułam, jak Alvaro podnosi mnie i mocno do siebie przytula, pozwalając łkać w jego ramię. Głaskał mnie po włosach powtarzając, żebym przestała płakać, że wszystko się ułoży.
Z minuty na minutę powoli się uspokajałam, jednak robiło mi się coraz zimniej. Alvaro wciąż mnie przytulał, nawet mocniej, kiedy poczuł, jak przechodzą mnie dreszcze.
- Dziękuję, Alvaro. Naprawdę. – mówiłam cicho. Widząc jak się troszczył, coś mną tknęło.
Powoli wspięłam się na palcach i delikatnie musnęłam jego usta. Nie był przygotowany na taki ruch z moje strony, patrzył na mnie zszokowany. Spojrzałam mu w oczy, po czym pocałowałam go mocniej, zarzucając ręce za jego szyję, a on przyciągnął mnie do siebie.
Wkrótce zaczęto puszczać fajerwerki, a ja uświadomiłam sobie, że mamy Nowy Rok.

Uśmiechnęłam się lekko, opierając się o klatkę piersiową Alvaro.


***
Witam!
Wiem, nie było mnie ponad trzy miesiące. Wiem, to był tylko epilog, mogłam go szybciej napisać. Wiem, jestem straszna.
Nie miałam czasu, jeszcze inne rzeczy miałam na głowie… tak wyszło, przepraszam.
Nie mogę powiedzieć, czy coś jeszcze napiszę. Na pewno postaram się coś wymyślić, ale zobaczymy jak to wyjdzie. Wiecie, matura w tym roku, musze ogarnąć studia i w ogóle.
Co do epilogu… pierwszą część napisałam w październiku, drugą dziś. Ma się ten rozmach XD
Jedni są szczęśliwi, drudzy niekoniecznie. Tak bywa.
Dziękuję Wam za wszystko, naprawdę. Kocham Was bardzo mocno, dziękuję, że byliście i wytrwaliście ze mną i moimi przerwami.

Miłego czytania! Pozdrawiam, Blanaa